wtorek, 30 czerwca 2020

Nostalgiczna notka


Czerwiec to dla mnie istotny miesiąc, jeśli chodzi o hobby, taki mocno nostalgiczny. A że zebrało się trochę tematów i przemyśleń, postanowiłem nabazgrać taką notkę. Nie upływa żaden znaczący jubileusz grania w RPG (te w sumie łączą się z umownym rokiem publikacji OD&D), ale mamy 2020 r., więc warto wrzucić jakieś pozytywy w obliczu tego co się obecnie dzieje.

Właśnie w czerwcu dowiedziałem się czym jest RPG. Naprawdę nie spodziewałem się, że wakacyjny wyjazd na obóz surwiwalowy będzie kluczowym dla mnie wydarzeniem. W jego trakcie jedna z niewielkich grupek w czasie codziennego łażenia po górach opowiadała sobie historie. Dopytałem więc o co chodzi i miałem okazję zagrać swoje pierwsze sesje. Bez kości i podręczników (w marszu ciężko byłoby rzucać kostkami, więc było wybieranie liczby z zakresu, MG przed „testem” decydował które odznaczają, że się udało, nie pamiętam już dokładnie jak to działało, od tego czasu minęło w końcu 16 lat), bez stołu, za to w pięknych okolicznościach przyrody. Nie pamiętam już w ogóle o co w tamtych sesjach chodziło. Szczerze mówiąc, kupiło mnie raczej to, że hobby wiązało się z „ładnymi książkami”. Po powrocie z obozu, jeszcze zanim wróciłem do domu, namówiłem rodziców na zakup pierwszego podręcznika (dostałem pieniądze od rodziny na wyjazd, domyślnie na jakieś smakołyki, ale byliśmy tak bardzo pośrodku niczego, że nie było jak tego wydać). Pojechaliśmy do Bellony, księgarni z całym piętrem, przez jakiś czas górnym, potem w piwnicy, poświęconym bitewniakom i erpegom. Na stanie akurat nie mieli Podręcznika Gracza do D&D 3.0, mieli za to Księgę Potworów. W domu wertowałem ją i chłonąłem opisy bestii, mimo że część mechaniczna niewiele mi mówiła. Niedługo później kupiłem pozostałe dwa elementy „Świętej Trójcy”.

Kilka dni temu na fandomowych stronach na FB ludzie dyskutowali na temat tego, kto kupuje podręczniki. Króluje opinia, że zwykle robią to MG, którzy potem wprowadzają graczy do systemów. Wśród moich znajomych raczej tak jest. Pojawił się też pomysł, że są ludzie, którzy kupują podręczniki, żeby powiększać kolekcję. Na pewno należę do tej grupy, co nie powinno dziwić, skoro pierwszą rzeczą, która ściągnęła mnie do hobby były „ładne książki”. Kupuję ich raczej sporo, ale muszę przyznać, że gdybym teraz budował swoją kolekcję od nowa, to część podręczników już by się w niej nie znalazła (chociaż nie oznacza to, że chcę je sprzedać). Był taki czas, kiedy kupowałem na allegro losowe podręczniki (takie jak pierdycja Warhammera, pierwsza edycja Earthdawn czy zbiór podręczników do LotR RPG). Teraz próbuję robić to rozważniej, ale próbuję to słowo klucz. Kupuję głównie podręczniki do systemów, w które aktywnie gram albo które mnie zainteresowały i trzymały to zainteresowanie przez dłuższy czas.

A jeśli już o podręcznikach mowa, przypomniały mi się stare notki dotyczące rynku RPG i technologii. Przewidywałem, że D&D przeniesie się całkowicie w sieć, a White Wolf będzie wydawał podręczniki w fizycznej postaci. Zupełne pudła. WotC z piątą edycją prowadzi zupełnie inną politykę wydawniczą, podręczniki nie wychodzą tak często, ale to powoduje, że po mniej więcej sześciu latach od premiery tej edycji wciąż nie czuję nią przesytu i nie mam wrażenia, żeby podręczniki wypychane były na siłę. Za to White Wolf z tego co pamiętam podzielił się tak, że część praw, razem z marką została kupiona przez Paradox (i oni wydają drukowane podręczniki), natomiast nWoD, w nowej iteracji CoD i podręczniki z okazji dwudziestoleci poszczególnych linii wydawniczej starego świata mroku wychodzi elektronicznie z opcją druku na żądanie. Czyli jest zupełnie odwrotnie niż zakładałem.

Przez 11 lat od notki dotyczącej rynku RPG w Polsce zmieniło się w zasadzie wszystko. Po wielu latach posuchy mamy teraz naprawdę urodzaj. Crowdfunding sprawił, że o wiele więcej systemów się u nas pojawiło i pojawi, praktycznie w każdym miesiącu jest jakaś zbiórka. Daje to szanse pojedynczym ludziom, małym wydawnictwo, ale także dużym wydawnictwom pierwotnie związanym z innymi rynkami. Noobirus co jakiś czas proponuje swoje kreacje, które wydaje we współpracy z wydawnictwem Hengal (wciąż czekam na skończenie prac nad dodatkiem do Agonii, żeby dostać fizyczne wersje tego co złapałem na zbiórce), Ramel łapie nowe licencje, a o ogromnym sukcesie Zewu Cthulhu nie muszę się rozpisywać. Wiele z tych zbiórek wspieram dlatego, że chcę dorzucić swoją cegiełkę do rozwoju hobby, nawet jeśli mam już daną grę w oryginale (jak jest z Blades in the Dark). Czasami kupuję polską wersję systemu, żeby wesprzeć rynek, bo sama gra nie zainteresowała mnie na tyle, żeby kupić podręcznik w oryginale (jak Wampir), ale może mi się spodoba. Naprawdę cieszy mnie różnorodność gier, które u nas wychodzą. To już nie tylko D&D i Warhammer (chociaż oba na szczęście też są!), to właśnie Ostrza w Mroku, Potwór Tygodnia, Agonia czy Obcy. Trzymam kciuki, żeby było tylko lepiej. Może kiedyś będę miał też pomysł na tyle dobry, żeby zderzyć go z rynkową rzeczywistością, ale z różnych przyczyn nie czuję się z tym na razie zbyt pewnie.

Koniec czerwca był też przez 10 lat okresem wyczekiwania na wyjazd na obóz RPG organizowany przez BT Orion. Poznałem tam wspaniałych, różnorodnych ludzi, zawiązałem bardzo mocne i bardzo ważne dla mnie przyjaźnie, które zdecydowanie wyszły poza te 2 tygodnie w roku (albo 4 jak akurat jechałem na dwa turnusy). To praktycznie zawsze była najważniejsza część moich wakacji.
Z jednej strony mam ochotę pisać tę nostalgiczną notkę dalej, z drugiej wydaje mi się, że lepiej, żebym już skończył, bo wystarczająco dużo tej nostalgii się ze mnie ulało. Dlatego, przynajmniej na razie, oszczędzę wszystkim czytania o „fazach” na systemy i innych rzeczach, których opisanie rozważałem.

Brak komentarzy: