wtorek, 24 listopada 2009

Dragon Age RPG – czyżby powrót do starej szkoły?


Jakiś czas temu dowiedziałem się, że Green Ronin zamierza wydać papierowego erpega na podstawie gry komputerowej BioWare o wdzięcznym tytule Dragon Age: Origins. Uważając, że robienie erpega na podstawie ceerpega to zły pomysł, szybko zapomniałem o tej sprawie. Jednak jakiś czas temu imć Borejko linkował na swoim blogu do dzienników twórcy owej gierki. Dałem się skusić.

 Mimo to, podchodziłem do tej gry jak do jeża. Klikając na link byłem pewien, że to jakiś badziew. W końcu… na podstawie cRPG? Przecież zwykle gry cRPG na podstawie papierowych RPG są kiepskie (może Baldur jest chlubnym wyjątkiem), więc w drugą stronę to na pewno nie będzie działać!

 A tutaj szereg niespodzianek. Pierwsza to forma wydania. Otóż będzie to box zawierający podręcznik gracza (64 strony), podręcznik MG (64 strony), 3k6 i mapę. Autorzy zapowiadają, że pudeł z czasem będzie więcej. Chcą to zrobić jak w przypadku Basic Dungeons & Dragons (z czasem dodawać coraz więcej materiału dla coraz potężniejszych postaci). Tutaj ode mnie mają plus.

 Dalej, mechanika. 3k6 + cecha (od -2 do +5) + ewentualna specjalizacja w cesze (+2). Nie ma umiejętności jako takich. Więc w pewnym sensie to też jest powrót do korzeni (średnia wartość cechy to z tego co pamiętam 1), czyli kolejny plus.

 No i, ta gra jest w fazie akceptacji przez osobę udzielającą licencji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, można się jej spodziewać na dniach (z przymrużeniem oka oczywiście).

 Kierowana jest do młodych, nowych graczy. Mimo, że weteranem nie jestem, to rekrutem też mnie nazwać raczej nie można. Jeśli będzie okazja, kupię tę grę, by potwierdzić lub obalić moją teraźniejszą opinię. A sądzę, że Dragon Age RPG jest nowoszkolną próbą powrotu do starej szkoły, ale bez bawienia się w retro klony.

7 komentarzy:

Drozdal pisze...

Odnoszę wrażenie, że sukces takich "inspirowanych światem gry" publikacji w głównej mierze nie zależy od tego jak dobrze bronią sie one na rynku i jak dobre one są po prostu jako gry fabularne, tylko od tego jak popularną będzie gra komputerowa na podstawie której one powstały.

Nie ma się co oszukiwać fanów gier konsolowych i komputerowych jest o wiele więcej niż tych, którzy lubują sie w RPGach i jak celnie zauważyłeś zapewne do takich ludzi Dragon Age będzie kierowana.

Z tego co zauwazyłem przez kilka ostatnich lat, ludzie Ci traktować będą te podręczniki nie jak grę, ale bardziej jako źródło informacji o świecie w którym toczy się gra komputerowo/konsolowa, co na pierwszy rzut oka wydaje się niezbyt ciekawym podejściem, ale nie jest wcale takie złe jeżeli założymy, ze Biowarę będzie wydawać nowa grę w uniwersum DA co kilka lat.

W takiej sytuacji i wilk będzie syty (gracz, którzy porząda jedynie fluffu, dokładnych opisów fantastycznych krain oraz zamieszkujących ich bohaterów znanych mu ze srebrnego ekranu) i owca cała (a to ludzie, którzy kupią papierowe wydanie DA aby po prostu w nie grać, bo im jak najbardziej na rękę będzie przypływ nowych publikacji). A i sam wydawca papierowej wersji będzie miał z czego zyć i opłacać licencję - więc wszystko skończy sie szczęśliwie.

Zakładając oczywiście najbardziej przychylny rozwój wydarzeń. Historia uczy nas, ze takie przedsięwzięcza kończa się niestety po kilku opublikowanych podręcznikach (World of Warcraft RPG, który wypełnia na konwentach w Stanach półki z przecienionymi publikacjami), możliwe że DA:O uda się przełamac ten w miarę nieprzychylny krąg.

Nimsarn pisze...

Ciekawe, ciekawe...
Skąd ja wezmę tyle dolarów?! :D

Krzemień pisze...

Jestem fanboyem tego produktu, mimo, że jeszcze się nie ukazał. Gorąco mi się robi na samą myśl o ślicznościach jakie może zawierać pudełko do tej gry.

Jestem troche jak smok, kolekcjonuje skarby i uwielbiam pudełkowe wydania różnych RPGów :-)

Behir pisze...

@ Drozdal
Narazie Pramas jest optymistą i z tego co pisze wywnioskować można, że nowy box będzie wychodzić co mniej więcej pół roku, a pomiędzy nimi inny stuff, zwykle przygody. Jak dla mnie to dobry pomysł na zjednanie sobie osób grających w DA: Origins. Dostając przygodę dostaje opis konkretnego miejsca, enpeców i resztę fluffu (historia na przykład). A i reszcie to na rękę, gdyż jak zauważyłeś, optymistycznie zakładając będą też ci, którzy grę kupią dla samej gry (jeśli Rebel ją sprowadzi, kupuję w ciemno).

@ Nimsarn
Cóż, polityka cenowa Rebela czasem jest dziwna. Podręczniki do tego samego systemu mające taką samą objętość i w oryginale kosztujące tyle samo, na Rebelu mają różne (czasem o ponad 10 zł) ceny. I z tego co zauważyłem, to chyba miało mały związek z kursem złotówki :).

@ Krzemień
Z ostatnich obliczeń wynika, że mam około 130 podręczników do około 28 różnych gier na półkach :). Plus legalne pdfy innych produkcji i niektórych narazie nielegalne (co ja poradzę na to, że od&d zniknęło zanim zdążyłem kupić pdf za pięć dolców?). A do DARPG jestem naprawdę pozytywnie nastawiony :).

Piotr "Diabeł" Skorok pisze...

Co to za bzdura, że nie było dobrych cRPG na podstawie papierowych RPG? Patrząc na największe hity w historii cRPG wychodzi na to że było tego więcej ;) . Żeby nie wspomnieć tu Eye of Beholder czy Drakensanga... No ale nie ważne.

Co do Dragon Age RPG, to zobaczymy jak to wszystko się skończy. Ciężko ocenić grę RPG bez test sesji ;) .

Drozdal pisze...

@Behir

Statystyki (sprawdzone w praniu) mówią, że niestety przygody kupuje jedynie 15-20% ludzi który mają podstawki i prowadzą. Procenty dla pierwszego "dodatku / rozszerzenia zasad" wachają się w okoliach 40% i spadają z każdym nowym produktem na rynku.

Łączenie przygód z (miejmy nadzieję) dokładnymi opisami lokacji i ich historią może okazać się w przypadku DA:O celnym zabiegiem, ale wydawca musi zawsze starać się sprzedawać więcej podstawek, bo jedynie rozrastająca się baza fanów zapewni mu jakiekolwiek dochody ze sprzedaży dodatków / przygód.

Co do kolekcjnowania, to ja kilka lat temu pozbyłem sie 3/4 mojej kolekcji (przeprowadzka do mniejszego apartamenu) i teraz zajmuje ona "jedynie" pięć półek w regale, ale powolutku się ponownie rozrasta. :)

@Piotr "Diabeł" Skorok

Mógłbym się pospierać na temat EOTB. Według mnie, oprócz wykończeniówki, statystyk i potworzaków ta seria niezbyt wiele z AD&D miała wspólnego (a więcej z grą zrecznościową) i szczerze to dobrą EOTB grą nie była (patrzac z perspektywy lat i okropnej trzeciej części). Oczywiście grałem w niego lata temu jak zapaleniec, z prostego powodu - w tamtych czasach nie było za bardzo w czym przebierać.

O wiele bardziej udane komputerowe adaptacje AD&D miała firma SSI, z trylogią osadzoną w Krynnie i czterema częściami w Forgoten Realms (szczególnie miło mi się wspomina nocne sesje w Pools of Darkness ze znajomymi).

Jak wspomniałeś seria Schwarze Auge też była niczego sobie (może oprócz pierwszej części, gdzie można było celowac jedynie po prostuch liniach :D) i miała klimat "gier fabularnych sprzed lat" z mocno taktyczną walką.

Drozdal pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.