Tym razem erpegowym okiem spojrzymy na
Szubienicznika Jacka Piekary. To pierwszy tom (miejmy
nadzieję) dylogii napisanej przez tego autora, i w odróżnieniu od
tego do czego Piekara zdążył nas przyzwyczaić przez lata, nie
jest to książka fantasy rozgrywająca się w alternatywnej
rzeczywistości, w której Jezus zstąpił z krzyża i zmasakrował
swoich oprawców. Tym razem akcja rozgrywa się w Rzeczpospolitej
szlacheckiej, a magii, przynajmniej w pierwszym tomie, nie
uświadczymy. Tempo jest raczej wolne, nie znalazłem też
szczególnie wielu rzeczy wartych przeniesienia na grunt erpegowy,
ale coś można stamtąd wziąć.
Realia
Dobrze, mamy Dzikie Pola, w których
opisano jak grać w takich klimatach. Ale tutaj mamy konkretny
przykład tego jak życie szlachty mogło wyglądać w czasach Polski
szlacheckiej. Opisy uczt, strojów, zwyczajów, a także powszechne
opinie na różne tematy. Przyda się lista łacińskich zwrotów
(dla dobrze wykształconych szlachciców), które potem można
wsadzać w usta enpeców i postaci graczy.
Powiedzonka postaci
To coś, co od razu uderza w oczy.
Komarnicki w prawie każdym zdaniu wtrąca „tandem tedy
mosterdzieju”, Broniewski mówiąc o ojcu zawsze rzuca „ojciec
mój dobrodziej”, a o matce „matka moja, świeć Panie nad jej
duszą”. W przypadku postaci graczy raczej się nie sprawdzi (jest
strasznie sztuczne, ale jak ktoś podchodzi do gry postacią z iście
aktorskim zacięciem, droga wolna), ale to bardzo dobre narzędzie
mogące pomóc w uwypukleniu cech szczególnych NPC. Warto przy tym
zaznaczyć, że o ile powtarzanie wulgaryzmów też teoretycznie może
zostać uznane za powiedzonko, o tyle jest na tyle powszechne w
obecnym społeczeństwie, że taki zabieg może zostać przeoczony
przez graczy. Jeśli jeden enpec będzie ciągle powtarzał zakręt
po łacinie, a drugi słowo wytrych na p, to nic ciekawego. Za to
„generalnie to jest tak” albo „zasadniczo”, czyli powiedzonka
z życia wzięte, ale charakterystyczne dla konkretnych osób mogą
pomóc w zindywidualizowaniu postaci.
Retrospekcje
Dość istotny element powieści i
całkiem często wykorzystywany motyw na sesji, podobnie zresztą jak
samo prowadzenie przygody, która w założeniu jest przez kogoś
opowiadana (w karczmie, na torturach, na spowiedzi, w luźnej
rozmowie, dzieciom przez bajarza). Może to służyć wielu celom,
ale najczęściej chyba pokazaniu graczom, że ich postacie tak
naprawdę w „teraz” świata są z czegoś znane, że mogą
sobie pozwolić na odrobinę bohaterstwa i fajnych akcji w
opowiadanej historii.
Myk jaki można wziąć z
Szubienicznika to przerywanie w toku opowieści, żeby
skomentować to co się już wydarzyło i spekulować na temat
przyszłych zdarzeń. W ten sposób gracze mogą dostać postacie w
retrospekcji oraz postacie słuchaczy i bawić się nimi zamiennie.
Nic skomplikowanego, a wydaje mi się, że można w ten sposób
osiągnąć fajne efekty.
Postacie
Niestety Piekara nie jest znany z
fajnie wymyślonych postaci kobiecych. Tutaj też są zaledwie dwie i
to takie… zaznaczone i właściwie służą tylko podtekstowi
seksualnemu. W jednej retrospekcji wspomniana wielokrotnie jest matka
Broniewskiego, którą można nazwać kobietą z jajami (walczyła w
sądzie, organizowała zajazdy, generalnie dużo lepsza gospodyni niż
jej mąż), ale w zasadzie to nie bardzo dano możliwość lepszego
poznania tej postaci.
Ogólnie w całej powieści bohaterów
nie jest dużo (nie będę liczył tych z retrospekcji), bowiem
więcej niż jedno kilka zdań wypowiadają: podstarości Zaremba,
stolnik Ligęza, podsędek Rokicki, Komarnicki, Broniewski i
pułkownik Sperling. Każdą z tych postaci możemy w łatwy sposób
i z dużym powodzeniem ukraść na sesje w różnych realiach.
Jacek Zaremba będzie stróżem prawa
(detektywem w jednej konwencji, łowcą gł
ów w innej, strażnikiem
miejskim jeszcze gdzie indziej), dość wnikliwym i sprytnym, ale
także skorym do wpadania w zadumę, przez co czasami ucieka mu część
rozmowy. Hieronim Ligęza będzie pełnił rolę dobrego gospodarza
(mógłby być nawet typowym fantaziakowym karczmarzem, który był
wcześniej wojownikiem), który stara się pomagać na miarę
własnych możliwości, jest dość rozsądny i posiada lata różnych
doświadczeń na karku i wyrobione liczne kontakty. Gideon Rokicki
może się na sesji pojawić jako taki szczurek darmozjad, ale za to
generalnie wspaniały orator posługujący się licznymi sztuczkami
erystycznymi i retoryką. Krzysztof Komarnicki to postać, która
przez pijaństwo i w zasadzie brak intelektu stoczyła się na samo
dno. Pochodzi z dobrego rodu, a w zasadzie nie posiada już nic.
Paweł Broniewski to „grzeczny młodzieniec, w którym siedzi
więcej niż po sobie pokazuje” jak go skwitował Zaremba. W sumie
część postaci graczy taka właśnie jest, jakiś enpec tego
rodzaju też może się trafić, gracze się lekko zdziwią. No i
Albrecht Sperling, którego charakter idealnie nada się na surowego
kapitana najemników (którym w powieści zapewne jest, pomimo
legitymowania się szarżą pułkownika). Blady, ledwo się uśmiecha,
dość skory do gniewu, w zasadzie to nawet niegrzeczny.Zawiązanie drużyny
Ostatnia rzecz, którą można
wyciągnąć z tej książki to pomysł na zawiązanie drużyny.
Standardem jest, że postacie dostają od przyszłego pracodawcy list
(to taki już trochę topos), w którym ten prosi ich o pilne
przybycie gdzieś, zwykle nie wyjaśniając wcześniej po co. W
bardziej współczesnych konwencjach będzie to sms, telefon, e-mail.
Ale co jeśli prawie każda z postaci graczy ma jakiś „mroczny
sekret” i wszyscy mają stawić się u osoby, która ma im pomóc,
a tą osobą okazuje się… współgracz? Który oczywiście o
niczym nic nie wie. Wydaje mi się, że to całkiem ciekawy pomysł
i jakąś sesję będę chciał w ten sposób rozpocząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz